Dyrektor Teatru Arka Renata Jasińska

Świątynia, Gazeta Wyborcza

Fundacja Artystów Niepełnosprawnych i Pełnosprawnych JESTEŚ MY

Świątynia, Gazeta Wyborcza

Niepełnosprawni i Żydzi mają ze sobą wiele wspólnego

Na bezpieczeństwo i pełną akceptację mogą liczyć tylko we własnym środowisku. W najnowszym przedstawieniu Teatru Arka "Świątynia. Dybuk - legendy żydowskie" ci pierwsi grają tych drugich. Nie zadają zaskakujących pytań - chcą po prostu wiedzieć, ile jeszcze czasu musi upłynąć, aby miejsce, w którym żyją, mogli nazwać domem


Arka jest wyjątkowym miejscem na teatralnej mapie Wrocławia. Niewielki budynek przy ul. Menniczej 3, ukryty za sceną kameralną Teatru Polskiego, to nie tylko miejsce, gdzie powstają kolejne przedstawienia. Tutaj obok profesjonalnych aktorów występują również osoby niepełnosprawne. Mają status adeptów teatralnych, ale na scenie czasem trudno ich odróżnić od zawodowców. W przedstawieniu "Świątynia. Dybuk - legendy żydowskie" ich szczególna rola uwydatnia się podwójnie - bo kto jak nie oni lepiej, używając prostych słów, opowie dramatyczną historię narodu Izraelitów? O rzeczach trudnych najlepiej mówić bez formowania ostrych ocen i wywoływania kontrowersji, za to z dużą dozą autentyczności, zaangażowania i pokory.

Początkowo spektakl miał być adaptacją legendy o dybuku, który w żydowskim folklorze jest uosobieniem niespokojnego, zagubionego we wszechświecie ducha. Z metaforycznej historii o miłości autorstwa Szymona An-skiego poza tytułem pozostało jednak niewiele. Tytułowy dybuk, który zazwyczaj nawiedza ciało konkretnej osoby, tym razem na chwilę wchodzi w umysły nas wszystkich. I niełatwo się od niego uwolnić.

Reżyser przedstawienia Renata Jasińska, której Holocaust za sprawą rodzinnej traumy towarzyszył od najmłodszych lat, tworząc spektakl, korzystała z osobistych doświadczeń. Ale nie tylko - w trakcie pracy nad scenariuszem, stworzonym wspólnie z Jarosławą Makus, sięgnęła między innymi do książek Hannah Arendt, Anny Bikont i literatury obozowej. Stały się one inspiracją dla poszczególnych scen. Nad ostatecznym kształtem spektaklu czuwał rabin Wrocławia Icchak Rapoport. Dzięki temu część tekstów mówiona jest i śpiewana w jidysz.

Przez kilkadziesiąt minut patrzymy na aktorów w charakterystycznych obozowych pasiakach. Nie wiemy, czy żyją, czy umarli - ale ani dla nas, ani dla nich nie ma to większego znaczenia. Liczy się to, że nadal mają nam coś do powiedzenia. Na tle skromnej scenografii przypominającej kolejową bocznicę opowiadają o swojej historii - poszarpanej, pełnej dramatycznych doświadczeń, nieskładającej się na spójną, zakończoną happy endem opowieść. Dlatego też spektakl nie ma jednolitej fabuły, ale składa się z kilku luźno powiązanych ze sobą obrazów, dla których wspólnym mianownikiem staje się tragedia. Mamy więc kwestię mordu w Jedwabnem, nieludzkich eksperymentów medycznych oraz scenę, w której zrozpaczona dziewczyna Leia szuka swojej rodziny i ukochanego wśród kostek mydła. "Co na to wszystko sumienie świata?" - pytają bohaterowie. Są bezradni wobec zła, które ich spotkało, a odpowiedzi nie daje im ani święta księga Tora, ani rytualne pieśni śpiewane pomiędzy kolejnymi scenami. Kiedyś wrogiem był dla nich zarówno bezwzględny nazista, jak i Polak - sąsiad. Dziś, zawieszeni między życiem a śmiercią, nierozliczeni ani z jednym, ani drugim, nie mogą zaznać spokoju.

Holocaust był jedną z największych tragedii w historii ludzkości, "Świątynia..." ma za zadanie o tym przypominać. W pozbawiony głębokiej metaforyki, najprostszy z możliwych, momentami wręcz banalny sposób mówi o rzeczach, o których wszyscy wiemy. Czasem warto jednak tę wiedzę sobie powtórzyć i przypomnieć, a do tego spektakl Arki nadaje się doskonale.

Ewa Orczykowska
Gazeta Wyborcza
08 lutego 2011