Dyrektor Teatru Arka Renata Jasińska

Ucisz serce, Dlastudenta

Fundacja Artystów Niepełnosprawnych i Pełnosprawnych JESTEŚ MY

Ucisz serce, Dlastudenta

Postapokaliptyczny kontekst pytania „być albo nie być?”

Jak pozostać człowiekiem w czasie zarazy, katastrofy, końca świata? Czy solidarność ludzka może przetrwać tak wielkie i tragiczne wydarzenie, jakim jest koniec znanego nam ładu społecznego?


„Po co się kłócić”? – zadaje pytanie swemu towarzyszowi niedoli jeden z nielicznych, którzy przeżyli katastrofę niemal całkowicie eliminującą życie na planecie Ziemia. Jest ono postawione w szczególnym, bo postapokaliptycznym kontekście, przewartościowującym znane nam i oswojone już intonacje, zmuszającym do rewizji dotychczasowego systemu moralnego. Bohaterowie spektaklu Ucisz serce stają przed znacznie trudniejszymi wyzwaniami, niż odpowiadanie na retoryczne pytania, wymagające wysiłku intelektualnego, zupełnie nieprzydatnego w nowym nieludzkim ładzie; jednocześnie zaś stoją przed ciężkimi wyborami natury duchowej, kiedy to muszą się zmierzyć z głodem, bólem i brakiem nadziei, a w szczególności z innym człowiekiem.
Dwóch głównych bohaterów, będących dla siebie zarazem druhami w podróży, wydają się identyczni, jak świat w którym przyszło im żyć. Są zdehumanizowani, słowa wypowiadają z wysiłkiem, używając jak najprostszej mowy, by zostać zrozumianym. Głównym składnikiem ich diety pozostają karaluchy, czyli to, co miało prawo przetrwać zagładę atomową. Walcząc z głodem, majaczą i cierpią nie tylko fizycznie, ale również egzystencjalnie. Uparcie trzymają się myśli, że muszą zostać człowiekiem, jednoznacznie potępiają „złych ludzi”, którzy w walce o przetrwanie dopuszczają się również aktów kanibalizmu. Cały czas zapewniają siebie nawzajem, że nigdy nie zjedzą kompana, co nabiera wydźwięku zwłaszcza w momencie, gdy jeden z nich odnajduje swoją córkę (rzekomo spożytą przez nich w wielkim głodzie). Jak pozostać człowiekiem w czasie zarazy, katastrofy, końca świata? Czy solidarność ludzka może przetrwać tak wielkie i tragiczne wydarzenie, jakim jest koniec znanego nam ładu  społecznego? Oni nie zadawali sobie takich pytań, oni wiedzieli, że muszą się trzymać „starych” zasad mimo wszelkim przeciwnościom.
Pytania, jakie rodzą się ze spektaklu, są wyłącznie na użytek widzów. Także te pytanie, które narzuca się samo, gdy tylko widzimy bohatera w kombinezonie unoszącego maskę przeciwgazową w hamletowskiej pozie. „Być albo nie być” pozostało uniwersalne, chociaż kontekst wydaje się tragiczniejszy, niż wcześniej. Co innego dzieje się z na wpół realnymi postaciami, stylizowanymi na gwiazdy estrady, pojawiającymi się by zaśpiewać odpowiednią do sytuacji piosenkę (użyto tekstów Agnieszki Osieckiej, Natana Tanenbauma, Antoniego Słonimskiego, oraz księdza Jana Twardowskiego; stylistycznie oscylowały pomiędzy jazzem, popem i muzyką klezmerską). Pomimo tego, że są przerysowane i kiczowate, ubrane w białe kostiumy i sypiące się brokatem, stanowią wyraz ukrytej tęsknoty za dawnym światem, pełnym przepychu oraz niepohamowanej konsumpcji. Przypominają wręcz anioły, gdy tańczą pomiędzy bohaterami, a także bramę do lepszego świata, gdy skazani na cierpienie mężczyźni chcą przedrzeć się przez niewidzialną barierę oddzielającą ich od pięknych istot.
Pod koniec spektaklu proporcje zmieniają się – coraz więcej wstawek muzycznych, coraz mniej historii głównych postaci. Nie można mieć nic do zarzucenia takiemu rozwiązaniu, jednak mi przeszkadzało takie ucięcie dalszej narracji, byłem przygotowany na dalsze rozważania o sensie istnienia, które można łatwo przełożyć na czasy nam teraźniejsze. Tak więc przedstawienie składa się przede wszystkim z pytań, na które ciężko znaleźć odpowiedź. Przy skromnej realizacji został stworzony niezwykle klimatyczny (bo postapokaliptyczny), uniwersalistyczny i wdzięczny spektakl, po którym można rzeczywiście godzinami rozmyślać nad postawionymi zagadnieniami istnienia, bycia i bytu. Ucisz serce można śmiało polecić wszystkim, którzy w teatrze szukają głównie zacięcia filozoficznego, niebanalnych środków wyrazu i zniekształconego obrazu rzeczywistości.
 
 
Marcin Sierszyński
Dlastudenta.pl
21.12.2011