Dyrektor Teatru Arka Renata Jasińska

Bal u Hawkinga, Gazeta Wyborcza

Fundacja Artystów Niepełnosprawnych i Pełnosprawnych JESTEŚ MY

Bal u Hawkinga, Gazeta Wyborcza

Życie w czarnej dziurze - bez tematów tabu na scenie

Wrocławski Teatr Arka, którego misją jest integracja osób niepełnosprawnych poprzez sztukę, w swojej najnowszej premierze opowiada właśnie o niepełnosprawności. W "Balu u Hawkinga" stawia pytanie, czy musi ona być barierą dzielącą od świata.

Kluczową dla spektaklu postacią jest brytyjski naukowiec Stephen Hawking, od 50 lat cierpiący na stwardnienie zanikowe boczne, powodujące postępujący paraliż. Nie porusza się samodzielnie, ze światem komunikuje się dzięki syntezatorom mowy, ale jego kariera naukowa kwitnie, a sam Hawking nie rezygnuje z udziału w życiu publicznym. Już po zdiagnozowaniu choroby Hawking ożenił się, spłodził trójkę dzieci, po 30 latach małżeństwa rozwiódł się, żeby - już w zaawansowanym stadium choroby - poślubić opiekującą się nim pielęgniarkę.

Choroba nie zabija pasji ani namiętności

Na scenie Teatru Arka aktorzy (Michał Przybysz jako Hawking, Agata Obłąkowska-Woubishet jako jego żona Jane) opowiadają historię miłosną genialnego naukowca. Nie ma tu tematów tabu - jest to też opowieść o seksualnych zbliżeniach, którym towarzyszy przejmujący monolog jednej z niepełnosprawnych adeptek Arki, opowiadający o erotycznym spełnieniu. Towarzyszą sobie czułość i frustracja spowodowana chorobą, namiętność i złość na świat, oddanie i zdrada, bliskość i odrzucenie - wszystkie klasyczne elementy romansu. Jedyną różnicą jest wózek, w którym zostaje unieruchomiony bohater.

W układzie z Jane Hawking będzie tym, o którego miłość się zabiega. To on zdradzi i odrzuci uczucie najbliższej kobiety. Nie zatrzyma go nawet łańcuch, którym zostaną spętane jego bezwładne przecież nogi. Na polu bitwy pozostanie zwycięzcą, bo postępująca choroba nie będzie w stanie zabić w nim pasji ani namiętności.

Drugi, równoprawny plan w spektaklu, to tytułowy bal, rozgrywający się w głowie Hawkinga. Gorączkowa gonitwa myśli, pytań, naukowych teorii została tu odegrana przede wszystkim przez adeptów teatralnych Arki, przebranych w kolorowe, abstrakcyjne kostiumy, przywodzące na myśl powiększone do monstrualnych rozmiarów neurony, w gorączkowym, niepowstrzymanym biegu. Bóg, wszechświat, teoria względności Einsteina - wszystko przewija się przed oczyma widzów w tak zabójczym tempie, że przestajemy nadążać i mamy wrażenie, że nasze "pełnosprawne" głowy pękną za chwilę.

Teoria czarnych dziur

"Bal u Hawkinga" to jeden z najlepszych spektakli Arki. Precyzyjnie dopracowany, z oszczędną, przemyślaną scenografią, świetnym kostiumem i luźną, swobodną konstrukcją kolażu. A przede wszystkim mądrze, bez uproszczeń stawiający ważne, dotyczące niepełnosprawności kwestie.

Jego twórcy nie próbują nam wmówić, że nie jest ona barierą - jest i to poważną. Ale nie odbiera tego, co najcenniejsze. Hawking na pewno byłby sprawniejszym kochankiem, gdyby nie choroba. Ale czy kochałby mocniej? Czy byłby lepszym naukowcem? Ciało, które stawiło mu opór, nie spowolniło sprawności umysłu nietkniętego przez chorobę.

Dobrym kluczem do spektaklu wydaje się teoria czarnych dziur. I to nie tylko poprzez scenografię, dzięki której czujemy się, jakbyśmy wpadli do jednej z nich, w której - paradoksalnie - istnieje jednak życie. Kiedy Hawking przed laty ogłosił efekty swojej pracy, dowodził, że czarne dziury niszczą wszystko, co do nich trafi. 30 lat później zrewidował swoje poglądy. Wyprawa na "Bal..." wielu widzom może przynieść podobną rewizję - bo nie jest tak, że niepełnosprawność oznacza koniec życia, jakie chcielibyśmy prowadzić.

„Bal u Hawkinga", scenariusz Jarosława Makus, reżyseria Renata Jasińska, scenografia i kostiumy Sylwia i Maciej Hoffmanowie, muzyka Łukasz Damrych, Maciej Sybilski. Premiera we wrocławskim Teatrze Arka 28 kwietnia.

Magda Piekarska
Gazeta Wyborcza
06.05.2012