Dyrektor Teatru Arka Renata Jasińska

Fundacja Artystów Niepełnosprawnych i Pełnosprawnych JESTEŚ MY

Psychodeliczny sen na jawie

 

 

"V - Nie zabijaj" - reż. Renata Jasińska - Teatr Arka we Wrocławiu

Na scenie wrocławskiego Teatru Arka rozegrał się niepokojący, brutalnie trafny spektakl o koszmarze, jakim jest życie w przemocy. Warto zadać sobie pytanie, czy faktycznie chcemy stać się oprawcami?

 

Konwencja snu. Całe szczęście, ponieważ ze snu, nawet najgorszego, zawsze można się wybudzić. Widz od pierwszej sceny zostaje wciągnięty w świat makabreski, niby absurdalny a jednak alarmująco bliski rzeczywistości jaka nas otacza. „Piąte: Nie Zabijaj" zostało zainspirowane morderstwem prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza, które miało miejsce na finale jednego z piękniejszych wydarzeń, którego celem jest niesienie pomocy. Czyż to nie ironiczne? Reżyserka Renata Jasińska wraz z aktorem Alexandre Marquezy napisali scenariusz, inspirując się myślą psychologa prof. Zimbardo oraz sztuką Rolanda Topora „Joko świętuje rocznicę". Profesor, który poświęcił swoją karierę na badaniu zła, postanowił wykorzystać swoją wiedzę do nauczania o dobru. Jego 'Projekt Bohaterskiej Wyobraźni' ma na celu rozwijanie empatii, czyli postawy, w której jednostka nie zgadza się na poniżanie drugiego człowieka. O tym z kolei mówi Topor, mistrz groteskowego obrazu i słowa XX wieku, kreując karykaturę zawłaszczenia w postaci ludzi dźwigających na plecach innych ludzi.

Kameralnie, czarno i ciemno. Stajemy się świadkami czyjegoś chorego snu. Siedzimy blisko, właściwie nie ma granicy między aktorami a widownią i nie ma miejsca na zdystansowanie się. Postaci na scenie zachowują się bez sensu, powtarzają te same czynności i wyglądają, jakby utknęły. Kręcą się w kółko w rytm transowej muzyki. Całość pierwszej sceny jest fantastycznie psychodeliczna. Uwaga, przenosimy się do świata wyjętego z „Mechanicznej Pomarańczy" i uczucie niepokoju wzrasta do temperatury wrzenia. Jest nam niewygodnie, nieprzyjemnie wręcz; twórcom udało się zainscenizować koszmar senny. Trudno siedzieć biernie i obserwować tak prymitywne akty przemocy. W oka mgnieniu ofiarą staje się śniący swój koszmar Joko. Absurd goni absurd i nie ma przed nim ucieczki. Robi się tylko straszniej. Postaci rodziców są karykaturalne i w okrutny sposób uczą syna nienawiści. Wpierw Joko jest przez nich torturowany i poniżany, aby w końcu zostać zniewolonym. Wyzysk przedstawiony w formie noszenia na plecach ludzi przybiera kształt makabrycznej pułapki, z której nie ma wyjścia. Czy jest dla niego ratunek? W momentach, kiedy wszystko cichnie, do snu wkrada się kochająca siostra Ami. Ona jako jedyna nie chce upadku Joko i wytrwale wyciąga ku niemu troskliwe dłonie. Jej postać daje nadzieję tym, którzy pragną życia bez uprzedzeń i okrucieństw.

Nie myślcie jednak, że przedstawienie jest depresyjne. Jest raczej przerysowaną groteską i możecie się nawet śmiać ‒ ale tylko z oprawców. To oni są śmieszni w swojej ciemnocie. Zarówno prości i ci wysoko postawieni dzielą tę samą mentalność, gdzie Inny znaczy gorszy, a jak gorszy to należy mu pokazać gdzie jest jego miejsce w hierarchii. Wykrzyczane przez Matkę słowa „Wszyscy umieją nienawidzić bezinteresownie" huczą w głowie, ponieważ intuicyjnie czujemy, że to zdanie powinno brzmieć inaczej. Przecież bezinteresownie potrafimy kochać, prawda? Ami udowadnia nam, że wolność i miłość są możliwe; chwyta nas za serce i za rękę i prowadzi ku szczęśliwszym chwilom.

Wielkie brawa dla aktorów. Anna Rzempołuch i Alicja Idasiak wcieliły się w niezwykłą rolę Ami rozjaśniając mroki spektaklu. Agata Obłąkowska, odpowiedzialna również za fantastyczną choreografię, zagrała rewelacyjnie każdą ze swoich czterech ról. To samo można powiedzieć o panach: Rafał Kozok i Maciej Mazurkiewicz wyglądali jak prawdziwi szaleńcy. Dodatkowo Jan Kot, Radosław Wojtas, Marek Trociński oraz Andrzej Kusiak (wspaniała scena z balonikiem!) wstrząsająco oddali emocje swoich postaci. W poruszającą rolę głównego bohatera wszedł Alexandre Marquezy. Ogromne znaczenie w budowaniu odpowiedniego klimatu miały również muzyka i reżyseria świateł.

W małej sali, przy użyciu prostych środków wyrazu, artyści swoją grą, głosem i gestem, potrafili stworzyć spektakl nie z tej ziemi, przywodzący na myśl lynchowską estetykę zapętlonych snów.

 
 

Dorota Wierzbicka
Dziennik Teatralny Wrocław
16 kwietnia 2019