Dyrektor Teatru Arka Renata Jasińska

Fundacja Artystów Niepełnosprawnych i Pełnosprawnych JESTEŚ MY

Teatr powinien mówić o Bogu i patriotyzmie

 27.09.2018

Wrocławski teatr Arka już niedługo zaprezentuje dwie premiery poświęcone Karolinie Lanckorońskiej. O tym, kim była i dlaczego właśnie jej są poświęcone aż dwa przedstawienia, opowiada RENATA JASIŃSKA, dyrektor artystyczna Arki, w rozmowie z DOBROMIŁĄ WROŃSKĄ. Pierwszy spektakl – „Czas patriotów – Karolina Lanckorońska” – pojawi się na deskach teatru 29 września.

Nad czym pracuje teraz zespół teatru Arka?

Jesteśmy w trakcie przygotowań do dwóch spektakli o Karolinie Lanckorońskiej, wielkiej patriotce, o której należy mówić jak najwięcej, bo jej życie ogarnia całą epokę. Bohaterka naszych przedstawień przeżyła bardzo wiele: wojnę, więzienie, obóz koncentracyjny. Poznała sławnych ludzi i uczestniczyła w ważnych wydarzeniach historycznych. Przyjaźniła się z Janem Pawłem II, biskupem Sapiehą, a Piłsudski bywał w jej domu, kiedy była małą dziewczynką. Niezwykle mnie w niej fascynuje to, jak bardzo kochała Polskę. Powinno się o niej mówić – o tej niezłomnej polskiej arystokratce, której nic nie złamało. A wspomnienia, które napisała, powinny być lekturą szkolną. Oprócz tego, że mówi w nich po prostu o tym, jak było, to są one jeszcze świetnie napisaną historią, którą się czyta jak kryminał. Co ważne, autorka nie zostawia na nikim suchej nitki. Ocenia i Niemców, i Sowietów.

Nie rozumiem, jak to możliwe, że mało kto o niej słyszał. Tak bardzo się uwypukla wspomnienia żydowskie, a w moim odczuciu za mało jest wspomnień Polaków. A przecież trzeba pamiętać i mówić, że nie tylko Żydzi byli mordowani – Polacy także. W obozie, w którym była więziona Lanckorońska – w Ravensbrück – tylko na Polkach robiono pseudomedyczne eksperymenty.

O Polakach mówiono „króliki doświadczalne”. Co ważne, Karolina Lanckorońska pisała także w niezwykle bezpretensjonalny sposób o wierze w Boga. To wiara ją tak trzymała i nie pozwoliła jej zginąć.
Skąd wziął się pomysł na stworzenie spektaklu właśnie o Karolinie Lanckorońskiej?

Przede wszystkim stąd, że o Karolinie Lanckorońskiej prawie się nie mówi. Ja coś o niej kiedyś usłyszałam od mojej mamy, ale niewiele tak naprawdę o jej życiu wiedziałam. Dopiero dr Stanisław Bogaczewicz z wrocławskiego oddziału IPN zasugerował mi, bym właśnie o niej zrobiła przedstawienie. On sam był stypendystą fundacji, którą założyła Lanckorońska, gdy po wojnie mieszkała we Włoszech, w Rzymie. A kiedy przeczytałam jej wspomnienia, zachwyciła mnie tym, kim była i co zrobiła dla Polski. Choć po wojnie nigdy już do niej nie wróciła – bo to nie była już jej Polska – to jednak starała się pomagać rodakom, m.in. przez działania swojej fundacji. Przekazała też Polsce po wojnie niezwykle cenne obrazy pochodzące z jej kolekcji rodzinnych, za co Aleksander Kwaśniewski i Lech Wałęsa chcieli ją odznaczyć. Nie przyjęła jednak medalu, bo nie uważała, żeby akurat przekazanie obrazów było czymś nadzwyczajnym. Nigdy też nie pogodziła się z Jałtą, do końca uważała jej postanowienia za zdradę. Była bardzo konsekwentna w walce przeciwko złu. Nigdy – pomimo swojej niesamowitej wiary – nie potrafiła wybaczyć tego, ile Polek i Polaków zginęło podczas wojny. Dlatego nawet z modlitwy „Ojcze nasz”, którą odmawiała codziennie, wyrzuciła fragment o przebaczaniu.

Na podstawie jej życia powstaną dwa spektakle. Czy takie było pierwotne założenie?

Nie, taki pomysł zrodził się dopiero w trakcie przygotowań. Tak naprawdę gdybyśmy mieli możliwość zmiany dekoracji, powstałby jeden dłuższy spektakl. A tak mamy dwa: jeden zatytułowany „Czas patriotów – Karolina Lanckorońska”, który jest finansowany przez miasto, i drugi – „Karla” – finansowany przez IPN, KGHM i Tauron. Ale opiekę merytoryczną nad obydwoma sprawuje IPN. Są to dwa zupełnie inne przedstawienia, które jednak się uzupełniają. Pierwszy spektakl jest bardziej realistyczny i ma charakter przesłuchania. Oprócz Karoliny występują trzy postacie: sowiecki pracownik NKWD, który reprezentuje kulturę azjatycką, barbarzyńską, bardzo różniącą się od naszej chrześcijańskiej, esesman Kruger – Niemiec, który skazał bohaterkę na śmierć – i przyzwoity oficer niemiecki. Jest to opowieść o trzech rodzajach moralności. Drugie przedstawienie dzieje się w Ravensbrück. Jest to symboliczny spektakl poświęcony pamięci więzionych tam Polek, prawdziwych patriotek i królików doświadczalnych Niemców. Opowieść o II wojnie światowej jest pretekstem do powiedzenia o każdej wojnie, każdej przemocy, która dotyka świat. Historia Karoliny Lanckorońskiej jest mi szczególnie bliska, bo moją mamę również wywieziono ze Lwowa do obozu. Wychowywałam się otoczona tymi wspomnieniami i czuję się zobowiązana, żeby o tym mówić. Pokolenie mojej mamy – dzieci wojny – już odchodzi. Od małego żyłam we Lwowie, pomimo że mieszkaliśmy w Zielonej Górze. Przez długie lata nie można było mówić o tej tęsknocie do Lwowa i poczuciu przynależności do Kresów. Dalej zresztą nie można o tym otwarcie mówić.

Repertuar teatru Arka wyróżnia się na tle innych teatrów wrocławskich. Spektakle są starannie dobierane i widać, że stoi za nimi ważny przekaz.

Tak, lubię teatr misteryjny. Taki, w którym aktor nie jest prostytutką odtwarzającą jakąś rolę za pieniądze, lecz ma misję. Chciałabym przywrócić teatrowi należne mu miejsce, jego świętość i czystość. Jestem przekonana, że kontakt z Bogiem jest istotną i potrzebną częścią każdej sztuki. Duchowość jest ważna dla rozwoju ludzkości. Ponadto chciałabym, byśmy znów mogli być dumni z tego, że jesteśmy Polakami. Teraz wielu twórców się pogubiło. Myślą oni, że o wierze czy patriotyzmie nie można mówić albo trzeba mówić źle. A przecież korzenie chrześcijańskie są bardzo ważne, jeżeli chcemy zachować naszą tożsamość.