Dyrektor Teatru Arka Renata Jasińska

Fundacja Artystów Niepełnosprawnych i Pełnosprawnych JESTEŚ MY

 

Indywidualizm – to brzmi dumnie!

Witkacy – Przymus świadomego Istnienia Teatr Arka Wrocław Reżyseria: Agata Obłąkowska-Woubishet Obsada: Magdalena Kuśnierz, Alexandre Marquezy, Kamila Salach, Radosław Wojtas, Jan Kot, Anna Rzempołuch, Marek Trociński, Alicja Idasiak, Jan Nykiel, Krzysztof Brzazgoń Premiera: 21/12/2017 Najbliższy spektakl: 22/12

Przez długi czas nie zaglądałem do wrocławskiego Integracyjnego Teatru Arka. Ostatnie przedstawienie, które miałem okazję oglądać przy Menniczej, to „Shirley Valentine” w reżyserii Agaty Obłąkowskiej -Woubishet, z brawurową kreacją Renaty Jasińskiej. Było to może przed dwoma laty. Spektakl ten do dziś cieszy się ogromnym zainteresowaniem wśród publiczności. Trudno się dziwić. Jasińska obnaża przed widzami swój naprawdę godny podziwu warsztat aktorski. To był zresztą przełom tej sceny i samej Jasińskiej. Jej twórcy (i ona sama) zrozumieli, że czas rozstać się z martyrologicznymi klimatami i zwrócić się w kierunku choćby śladowej afirmacji świata. Wydaje mi się, że z męczeńskimi nastrojami „Arka” ma dzisiaj już niewiele wspólnego. Nie oznacza to, że nie rozprawia się historią czy bólem istnienia. Zresztą całkowitego odejścia od pierwotnych założeń trudno od zespołu wymagać. Rozprawianie nie musi iść jednak w parze z wykańczaniem publiczności. I to udało się przy Menniczej osiągnąć. Dowodzi tego najnowsze przedstawienie „Witkacy – przymus świadomego istnienia”, ponownie w reżyserii Obłąkowskiej -Woubishet.

Od razu trzeba zaznaczyć, że rzecz do najłatwiejszych nie należy. Zastanawiałem się, jak z Witkacym poradzi sobie zespół, do którego, co trzeba przypomnieć, należą również aktorzy niepełnosprawni. I już w tym miejscu muszę napisać, że bez większych zastrzeżeń. Nie wiem, na ile odtwórcy poszczególnych ról (myślę tu o niepełnosprawnych adeptach) rozumieli swoje kwestie, ale wygłaszali je na scenie przekonująco i całkiem profesjonalnie (może trochę za szybko). Na szczególną uwagę zasługuje Anna Rzempołuch (Jadwiga Unrug, Osoba 3). Błyskotliwa, profesjonalna, wiarygodna. To efekt jej wieloletniej pracy w tym zespole. Alicja Idasiak natomiast, choć chyba najbardziej czuje się aktorką, musi walczyć z manierami. Wkradają się w jej role i powodują, że stają się one sztuczne. Przywołałem te dwie adeptki dla kontrastu. Pozostali niepełnosprawni artyści nie wybili się ponad przeciętność. Poprawni, wyuczeni roli i nauczeni choreografii. A to naprawdę dużo.

Co z zawodowymi aktorami? Momentami za bardzo rozkrzyczani. Wrzask nie pozwalał zrozumieć ważnych dialogów i jeszcze ważniejszych monologów. Przede wszystkim monologów, bo z nich został utkany ten spektakl. Usprawiedliwiam ten krzyk rozemocjonowaniem aktorów. Naprawdę z entuzjazmem podeszli do swoich zadań, ale ich prywatne emocje kłóciły się z tymi, które winny towarzyszyć ich bohaterom. Myślę tu przede wszystkim o Krzysztofie Brzazgoniu (Witkacy II). Aktor momentami traci kontakt z rzeczywistością, choć w kontekście tego spektaklu trudno się jego stanowi dziwić. Sugerowałbym znaleźć złoty środek. Panowanie nad głosem spowoduje, że przedstawienie przestanie być wariactwem nakręconych aktorów, a poważną rozmową o miejscu człowieka w świecie, o jego uzależnieniach (również od świata i drugiego człowieka). Balansowanie pomiędzy szeptem a rykiem, w dodatku niewynikającym z koncepcji, tylko z błędów intonacyjnych, wytrąca widza z rytmu i zaczyna on gubić się w sensie. Dlaczego o tym piszę? Bo uważam, że widowisko Obłąkowskiej -Woubishet jest naszym rodakom bardzo dzisiaj potrzebne. Stanowi studium psychiki człowieka zniewolonego (przez cokolwiek). Spektakl miał z założenia opowiadać o roli artysty w dwudziestoleciu międzywojennym. I rzeczywiście opowiadał. Ale nie tylko o artystach. Pokazała reżyserka przez pryzmat Witkacego, co może stać się z człowiekiem, któremu przyjdzie żyć w czasach wojny, ale również z człowiekiem, którego mimo jego woli wtłacza się system totalitarny i pozbawia demokracji, tylko pozornie dającej wolność, ale jednak wolność. Delikatność człowieka staje się w obliczu takich sytuacji jego wrogiem. Przegrywa. Również w walce z samym sobą, pomimo że wydaje mu się, że jest nadczłowiekiem lub przynajmniej istotą silną. Takie odczytanie przedstawienia jest dzisiaj jak najbardziej na miejscu.

Nie tylko jednak o tym traktuje spektakl młodej, zdolnej i ambitnej Obłąkowskiej -Woubishet. Zwraca reżyserka uwagę na kruchość indywidualizmu. Jeśli spojrzy się na niego przez pryzmat spektaklu, nie jest on najwyższym dobrem, gdyż unieszczęśliwia człowieka, któremu trudno zrozumieć jest reguły rządzące światem, reguły ujednolicone, bezwzględne i wręcz nieludzkie. Wskazuje reżyserka na uzależnienie od drugiego człowieka, od sytuacji, od świata. Nie jest się kowalem własnego losu. Los bardzo często stawia bowiem człowieka w jakimś konkretnym położeniu, a on sam nie ma na nie żadnego wpływu. Człowiek nie wychowuje się sam. Wychowują go inni ludzie. Wychowują go sytuacje, w których w ciągu swojego życia się znajduje. I co najgorsze, nie ma od tego ucieczki. Czym jest więc sam człowiek i jego człowieczeństwo? Zlepkiem konsekwencji różnych sytuacji. Zlepkiem doświadczeń, których nigdy wolałby nie doświadczać. Zlepkiem rodzicielskich oczekiwań. Uświadomienie sobie tej pozycji może wprowadzić widza w stan niepokoju. I tak się właśnie działo. Odczuwałem wyraźne podenerwowanie wśród publiczności, a to dobry znak. Na ten stan składało się zapewne wiele innych czynników, jak wywołująca poirytowanie muzyka (dobrana starannie, ale nie powinna być ucinana przez jej nagłe wyłączanie).

Indywidualizm – to brzmi dumnie! Ale czy da się go obronić? Tak. Samobójstwem. Nie jest to w żadnym razie ani zachęta ze strony twórców przedstawienia, ani mojej, ale biorąc pod uwagę śmierć samobójczą Witkacego, jakąś ucieczką od szarości. Monolog Czesławy Oknińskiej, z którego widz dowiaduje się o decyzji Witkiewicza, trzeba oddramatyzować. Razi bowiem sztucznością i nie koncentruje uwagi na wspomnieniu bohaterki. Warto zaznaczyć, że spektakl w gruncie rzeczy nie jest opowieścią o tym wybitnym pisarzu, malarzu, filozofie, fotografiku i dramaturgu, choć zawiera się w nim lekcja o artyście. Życie Witkacego staje się tu punktem wyjścia do dyskusji o problemach ponadczasowych i wciąż ważnych. Choreografia Jana Nykiela czyni tę dyskusją wyjątkową.

Bacznie przyglądam się działalności artystycznej Agaty Obłąkowskiej -Woubishet. To aktorka, ale również, co udowadnia, dobra reżyserka, otwarta na świat, mądra i refleksyjna, która nie boi się trudnych tematów. Rozprawia się z nimi odważnie. Cieszę się, że obejrzałem „Witkacego”, bo dzięki temu zobaczyłem jej zawodowe postępy. I choć przedstawieniu można wytknąć kilka mankamentów, twierdzę, że jest artystka na bardzo dobrej reżyserskiej drodze. Słucha, analizuje, nie zacietrzewia się. A otwartość, jak widać, potęguje sukcesy!

autor tekstu: Grzegorz Ćwiertniewicz

 

http://www.teatrdlawas.pl/recenzje/7659-indywidualizm-to-brzmi-dumnie#