Dyrektor Teatru Arka Renata Jasińska

Ucisz serce, PiK Wrocław

Fundacja Artystów Niepełnosprawnych i Pełnosprawnych JESTEŚ MY

Ucisz serce, PiK Wrocław

Teatr Arka: Apokalipsa w stylu pop

Najnowsze przedstawienie Teatru Arka "Ucisz serce", którego premiera prasowa miała miejsce 16 i 17 grudnia 2011, nawiązuje do tematu apokalipsy – końca świata, obecnego w kulturze „od zawsze”,  wraz z mitami o jego początku.


Najbardziej znana księga biblijna na ten temat – Apokalipsa św. Jana, ukazuje dramatyczne sceny końca świata w postaci licznych symboli, trudnych do zinterpretowania bez znajomości Biblii i źródeł pomocnych w jej interpretacji. Spektakl "Ucisz serce" opowiada tę historię, również posługując się symbolem i metaforą. Starsi widzowie zapewne pamiętają Apocaiypsis cum figuris – ostatni spektakl Jerzego Grotowskiego, w którym temat ponownego Przyjścia i zarazem Końca przedstawiono również w formie wieloznacznych symboli, wywodzących się z tekstów biblijnych, ale także z lektury takich autorów, jak F. Dostojewski, T.S. Eliot, Simon Weil.

Teatr Arka wyrasta - jak się można dowiedzieć z jego historii - z fascynacji teatrem Grotowskiego, jest to jednak zupełnie inny teatr, operujący innymi konwencjami i inaczej traktujący aktorów. Podobieństwo – jeśli jest – odnajdziemy w fakcie, że teatr ten posługuje się prostymi środkami teatralnym, że to „teatr ubogi”, a także „teatr blisko widza”. Wynika to jednak po trosze z warunków, jakimi dysponuje  i jest w jakimś sensie naturalne, a nie wykoncypowane. Tym, co wyróżnia ten zespół od innych, jest przede wszystkim współpraca aktorów zawodowych z niepełnosprawnymi, co daje znakomity efekt, nie tylko teatralny. Okazuje się bowiem, że tzw. adepci są wspaniałymi i bardzo naturalnymi aktorami. Zwróciłam na to uwagę już wcześniej, oglądając w wykonaniu Teatru Arka m.in. „Edytę Stein. W pośpiechu do nieba”, gdzie adept był niejako „gwarantem prawdy” (w odróżnieniu od teatralnej sztuczności, do której nawykliśmy).
W najnowszym spektaklu adepci pełnią podobną rolę, wpisując się w konwencję przedstawienia znakomicie. A jaka jest apokalipsa w sztuce „Ucisz serce”? Otóż widzimy świat po katastrofie: ludzie w kombinezonach, mających ich ochronić przed promieniowaniem, poszukują pożywienia i boją się siebie nawzajem, dochodzi bowiem do aktów kanibalizmu. Dialogi i gra aktorów ociera się o groteskę, szczególnie dzięki obecności Francuza, mówiącego przedziwną polszczyzną: Alexandre Marquezy.

Groteskowe, ale i ryzykowne,  jest również zderzenie apokaliptycznej wizji z konwencją... musicalu. Na scenie pojawiają się ubrani i ucharakteryzowani na biało wykonawcy, jakby wyjęci z jakiegoś panopticum – gabinetu figur woskowych - w stylu pop, jazzowym, a niekiedy nawiązującym do folkloru żydowskiego, śpiewają teksty Agnieszki Osieckiej, Antoniego Słonimskiego czy ks. Jana Twardowskiego, mówiące o narodzinach, śmierci, przemijaniu.
Bohaterowie kolejno odchodzą z tego świata, a piosenek przybywa. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że apokalipsa zamienia się w pop musical. Trochę to szokujące, ale tak jest. Zresztą my, współcześni widzowie, nawykliśmy do mieszania konwencji - tragiczne łączy się z komicznym, a groteskę z patosem. Łatwiej mi to było oswoić w filmie von Triera „Tańcząc w ciemnościach”, natomiast w teatrze miałam wrażenie, że przemieszanie konwencji było mało spójne i trochę przypadkowe. Największe brawa należą się zapewne kompozytorowi muzyki  i aranżerowi – Jackowi  Zameckiemu, a także Agnieszce Damrych – za znakomite interpretacje piosenek.

W każdym razie, "apokalipsa w stylu pop" nie spędziła mi snu z powiek, ani też nie sprowadziła na mnie katastroficznych nastrojów.  Jeśli koniec świata miałby mieć interesującą oprawę muzyczną i byłby łagodny jak „Piosenka o końcu świata” Czesława Miłosza, to właściwie nie ma przed czym drżeć.

tekst: Barbara Lekarczyk-Cisek
foto: Julian Olearczyk
PiK Wrocław
18.12.2011