Dyrektor Teatru Arka Renata Jasińska

Gazeta Wyborcza 08.02.2013

Fundacja Artystów Niepełnosprawnych i Pełnosprawnych JESTEŚ MY

Gazeta Wyborcza 08.02.2013

http://Gazeta Wyborcza 08.02.2013

Wrocławski teatr Arka ma już 10 lat. Przyglądam się tej scenie od samego początku. Z podziwem - bo Arka, ze swoim programem integracji niepełnosprawnych poprzez sztukę, nie chce startować w artystycznej paraolimpiadzie. Jej ambicją jest główny nurt, z przynależnymi mu wartościami i kryteriami

Życie teatralne Wrocławia bywa labiryntem niespodzianek, który potrafi zwieść na manowce początkującego bywalca - przeważnie z dobrym skutkiem. We Wrocławskim Teatrze Lalek najmłodsi widzowie po spektaklu mijają się w drzwiach z dorosłą publicznością Komedii. Scena na Świebodzkim Teatru Polskiego gości spektakle Pantomimy Wrocławskiej. Ad Spectatores poza swoją siedzibą w Browarze Mieszczańskim grywa m.in. w Art Hotelu, Muzeum Narodowym i samochodach należących do członków zespołu. Własną scenę kryje za murami i kratami więzienie na Kleczkowskiej. Na spektakl można też trafić w niejednym z wrocławskich klubów. A zapuszczając się nieco głębiej w bramę przy ul. Świdnickiej, która mieści Scenę Kameralną, odkrywamy jeden z najbardziej wyjątkowych wrocławskich teatrów - Arkę.

Arka jest jedną z dwóch istniejących we Wrocławiu scen integracyjnych. O ile jednak w przypadku Euforiona, działającego przy Dolnośląskim Stowarzyszeniu Aktywnej Rehabilitacji "Art", nad spektaklami współpracują z niepełnosprawnymi wolontariusze (w dużej części studenci szkół artystycznych), tak w Arce towarzyszą im profesjonalni aktorzy. W dodatku jest to teatr repertuarowy - gra regularnie, przynajmniej raz w tygodniu i często przy pełnej widowni. Już dziś bilety na 22 lutego, kiedy Arka wystawia "Oskara i panią Różę", są wyprzedane. Integracja dokonuje się tu na kilku poziomach - niepełnosprawni są tu aktorami, pracują jako teatralni technicy, ale też w administracji sceny. Teatr daje możliwość mierzenia się z problemami związanymi z niepełnosprawnością - nie tylko przez przekraczanie kolejnych barier, szlifowanie mistrzostwa. 

Przedstawienia Arki często odwołują się do problemu niepełnosprawności, nietolerancji wobec dotkniętych nią osób, barier, które oddzielają je od świata. W "Śnie nocy letniej" Szekspirowska wizja została przeniesiona w scenerię szpitala psychiatrycznego (scenariusz napisał pacjent jednej z takich placówek). W "Świątyni Dybuk - legendach żydowskich" niepełnosprawni grają Żydów. W

Przyznam jednak, że są w repertuarze Arki przedstawienia, z którymi mam problem. Twórcy Arki - Renata Jasińska i Alexandre Marxuezy - chcą startować w tej samej konkurencji co inne wrocławskie sceny. I nie godzą się na obniżanie poprzeczki wymagań wobec teatru ze względu na udział niepełnosprawnych adeptów. Cel jest szczytny i godny kibicowania. Czasem jednak odnoszę wrażenie, że goniąc czołówkę, zapominają trochę o uczestnikach tego wyścigu. 

Takim przedstawieniem jest zrealizowany na jubileusz sceny "Marzec 68 - Pieśń nad pieśniami". Opowieść o wydarzeniach marcowych, pokazana przez pryzmat wielkiej polityki i zwykłych ludzi, nie tworzy nowej teatralnej jakości. Przez aktorów zagrana przyzwoicie, mieści w sobie garść historycznych faktów, wizję kulisów władzy, ponury obraz ówczesnej Polski i emocji towarzyszących wydarzeniom Marca. Jeśli chodzi o ten emocjonalny przekaz, najciekawsze w tym spektaklu są dwie przewodniczki-narratorki, które z ironicznym dystansem przyglądają się wydarzeniom (w tych rolach adeptki Arki - Anna Rzempołuch Teresa Trudzik). Powracający monolog tych dziewczynek "z innego podwórka", w którym dotykają tematu wykluczenia i wyobcowania, w prosty sposób przekłada sytuację polskich Żydów podczas wydarzeń marcowych na doświadczenie odrzucenia niepełnosprawnych. I choć trudno te dwie sytuacje porównywać ze sobą, to jednak na poziomie emocji to zestawienie wydaje się niezwykle trafne i poruszające. Spektakl dzięki rolom Rzempołuch i Trudzik zyskuje sporo. Jednak warto zadać pytanie, co one zyskują dzięki pracy nie tylko nad własnymi rolami, ale nad całym spektaklem, który w wielu miejscach odwołuje się do - bynajmniej nie powierzchownej - wiedzy historycznej i literackiej odbiorcy. Odnoszę wrażenie, że choć obie poradziły sobie znakomicie, to integracyjny sens przedstawienia gdzieś się zagubił, a całość rozpadła się na dwie połówki: intelektualny dyskurs opracowany przez "pełnosprawnych" twórców i emocjonalny przekaz "niepełnosprawnych" adeptów - z akcentem na pierwszą z nich.

Kibicuję z całego serca ambicjom tej sceny, która nie chce się zamknąć w szufladce z napisem "artystyczna terapia", bo i sztukę, i terapię traktuje jednakowo poważnie, nie dając sobie prawa do taryfy ulgowej w żadnej z tych dziedzin. Jednak w tym przypadku drogi do celu nie da się pokonać jednym wielkim skokiem - tu zdecydowanie lepszą metodą jest mozolna wspinaczka. 

Żródło:Gazeta Wyborcza 08.02.2013

             Magda Piekarska