Dyrektor Teatru Arka Renata Jasińska

Historia świata jest sądem nad światem-Świątynia Dybuk

Fundacja Artystów Niepełnosprawnych i Pełnosprawnych JESTEŚ MY

Historia świata jest sądem nad światem-Świątynia Dybuk

Wywoływanie duchów i  religijne zawiłości Talmudu,  legenda o golemie i dr Mengele, pytania o Holokaust i pogrom w Jedwabnem – czy da się zawrzeć to wszystko w jednym dziele scenicznym bez przekraczania granicy dobrego smaku i popadania w nieznośny patos?

Przedstawienie w reżyserii Renaty Jasińskiej jest tak niekonwencjonalne  i unikatowe jak unikatowy jest sam Teatr Arka, stawiający sobie za cel nie tylko kultywowanie sztuki teatralnej w jej najbardziej bezkompromisowym, nie ulegającym presji komercji wydaniu, ale też rzeczywisty rozwój społeczny, zbliżanie ludzi, przełamywanie barier między niepełnosprawnym i pełnosprawnymi między przedstawicielami różnych kultur i światopoglądów.  Stąd na scenie, obok profesjonalnych aktorów, ludzie upośledzeni intelektualnie, stąd też przebijające się w warstwie tekstowej spektaklu ponawiane  wielokrotnie wezwania do tolerowania inności, szacunku dla słabych, nieporadnych, poszkodowanych przez życie. Historyczna tematyka holokaustu i zagłady środkowoeuropejskich Żydów staje się pretekstem do wypowiedzenia najprostszych, uniwersalnych prawd dla współczesnych, prawd  i zasad na dzisiaj.

Ogromnym walorem Dybuka Jasińskiej jest jego niepowtarzalna estetyka  i silnie oddziaływujący na widza mistyczny nastrój. Dzięki umiejętnemu i świadomemu zastosowaniu  środków współczesnego teatru, twórcom spektaklu udało się osiągnąć emocjonalną intensywność i sugestywność, które odpowiadają wadze i doniosłości poruszanych tematów. Na podkreślenie zasługuje przede wszystkim dojrzała gra aktorska operująca zarówno słowem, gestem, mimiką jak i znakomicie opracowanym, mającym miejscami charakter szczegółowej choreografii,  ruchem scenicznym. Ważną częścią  przedstawienia jest muzyka, która nie tylko świetnie współgra z całością, ale w jakimś sensie rozszerza formułę narracji, zwłaszcza wprowadzenie i zakończenie sztuki.

Sam materiał literacki leżący u podstaw inscenizacji Teatru Arka potraktowany został przez reżysera bardzo swobodnie. Dybuk – oryginalne dzieło Anskiego jest głównym, ale nie jedynym źródłem inspiracji. Kwestie wypowiadane na scenie przez aktorów są mniej lub bardziej wyraźnym nawiązaniem, między innymi, do dzieł Nałkowskiej, Różewicza czy Jana Tomasza Grossa. To pozwala na potraktowanie problematyki żydowskiej wielowymiarowo, łącznie z niepoprawnymi politycznie  pytaniami o winę i odpowiedzialność samych Polaków. Specyficzny, luźny sposób potraktowania dzieła Anskiego pozwolił na uniknięcie ustalonej, konwencjonalnej formy przedstawienia. Intencją reżysera z całą pewnością było stworzenie inscenizacji, która nie będzie zbyt odtwórcza w stosunku do literackiego pierwowzoru i w której przemówi  do widza nie tylko tekst, ale sam teatr.

Już  pierwsza scena  daje widzowi do zrozumienia, że Świątynia Dybuk grana w teatrze Arka tylko w niewielkim stopni nawiązywać będzie do  literackiej fabuły i że wtajemniczani jesteśmy w rządzącą się własnymi prawami rzeczywistość teatralną, stanowiącą szczególnego rodzaju  muzeum ludzkie.

Sprawiające wrażenie bezładnie porozrzucanych elementów scenografii  płachty brezentu nagle ożywają a scena zapełnia się ubranymi w więzienne pasiaki postaciami, świadkami najbardziej dramatycznych dla środkowoeuropejskiej społeczności żydowskiej wydarzeń. Publiczność wprowadzona zostaje  w sam środek historii, tak aby każda z ofiar i sprawców patrząc nam prosto w oczy, mogła opowiedzieć nam o swojej krzywdzie lub winie, napomnieć nas lub wygłosić jakąś uniwersalna prawdę.

Na scenie na chwile odżywa idylliczny świat prowincjonalnych miasteczek żydowskich, świat rabbich, talmudu, dziwacznych przesądów i legend.  Strzępy zwykłych rozmów antycypują nadchodzącą zagładę.

I tak na przykład niewinna rozmowa o zabawie w chowanego z czasów dzieciństwa, za sprawą teatru pozwala nam uświadomić sobie cały dramatyzm czasu okupacji, kiedy możliwość schowania się, przetrzymania wojny w ukryciu czasami w nieludzkich, z dzisiejszej perspektywy wręcz niewyobrażalnych  warunkach,  była dla Żydów  jedyna szansą przeżycia.

W kolejnej ze scen staje przed nami sam dr Mengele. Człowiek uważany dzisiaj za uosobienie zła i bezduszności, odpowiedzialny za eksperymenty medyczne na więźniach tak drastyczne, że nawet trudno o tym mówić i pisać. Jednak nie słyszymy słów skruchy ani przeprosin. Mengele nie ma sobie nic do zarzucenia, co więcej powraca do swoich szaleńczych wizji hodowania ludzi i genetycznego udoskonalania rasy europejskiej. A więc nawet najbardziej odrażające zło nazwane i osądzone nie znajduje w sobie drogi moralnej poprawy.

To pytanie o moralną kondycje człowieka przewija się w sztuce wielokrotnie. Czy ideologia może nauczyć masy ludzkie nienawidzić, tak aby sumienie kazało zabijać. I jak trwale zakorzenione są w człowieku dobro i uniwersalne wartości.

Postać więźniarki opowiada o ojcu,  karzącym jej patrzeć na świat z punktu widzenia sprzecznej z sumieniem ideologii, uczącym jej od dzieciństwa segregowania ludzi i poglądów. Dzielnie ludzi na lepszych i gorszych jest więc zawsze praprzyczyną wszelkiego możliwego zła. Wina tkwi w  samym człowieku.

Weltgeschichte ist das Weltgericht –  sposób w jaki twórcy spektaklu podeszli do tematyki żydowskiej pozwala na przywołanie w jego kontekście  wielkiej myśli Fridricha Schillera:  historia świata jest  sądem nad światem, sądem który częstokroć może wydawać się nam całkowicie niezrozumiały i niesprawiedliwy. Ten dramatyzm dziejów dotyczy całych państw i narodowości, przede wszystkim jednak milionów indywidualnych losów ludzkich. W którymś momencie z ust jednej z kobiecych postaci pada pytanie – czy Bóg wysłuchuje wszystkich naszych modlitw? także tych urwanych, niedokończonych, mieszających się ze zwątpieniem? i czy można wyćwiczyć duszę, tak jak można wyćwiczyć ciało, aby bezpiecznie przejść przez życie, nawet tą najtrudniejszą ze ścieżek prowadzącą nas wzdłuż niebezpiecznych przepaści?  Jak zachować człowieczeństwo w obliczu cierpienia pozornie nie do uniesienia, czy wręcz niemieszczącego się w logice boskiego świata.  Być może taki sam kryzys wiary doświadczyły miliony ludzi prowadzonych do obozów śmierci i miejsc zbiorowej zagłady. Teatr nie jest w stanie dać zadowalających odpowiedzi na te pytania, może natomiast próbować odtworzyć konkretne sytuacje egzystencjalne, zmuszając widza do zajęcia jakiegoś stanowiska, określenia się nawet w stosunku do tego czego najchętniej nie przyjmowalibyśmy w ogóle do wiadomości.

Spektakl Świątynia Dybuk nie jest dla widza łatwy ani w warstwie estetycznej ani w sferze dosłownego przekazu,  przesłania, jakie w sobie niesie. Trudna, przytłaczająca wręcz problematyka burzy wygodę i wewnętrzny spokój, skłania do szerszego namysłu i zweryfikowania dotychczasowych, często powierzchownych opinii i sądów. Nie każdy znajdzie w sobie gotowość do takiego, jakby niektórzy powiedzieli samo udręczania się. Ja wychodziłem z Teatru Arka usatysfakcjonowany możliwością obcowania z autentyczną sztuką. Choć tak wielkie słowa w dzisiejszych czasach często okazują się być użyte nie na miejscu,  to chyba jednak nie tam gdzie mamy do czynienia z wieloletnim podpartym pasją i entuzjazmem procesem twórczym i trochę naiwną, aczkolwiek ostatecznie nie bezowocną  wiarą w możliwość poprawy świata.

Marcin Krzysiek