Dyrektor Teatru Arka Renata Jasińska

Teatr bez żadnych granic - Gazeta Wrocławska

Fundacja Artystów Niepełnosprawnych i Pełnosprawnych JESTEŚ MY

Teatr bez żadnych granic - Gazeta Wrocławska

Mają porażenie mózgowe, zespół Downa lub są opóźnieni intelektualnie. Nie zamykają się w czterech ścianach swoich domów, uciekając od świata, tylko grają we wrocławskim Teatrze Arka.

Janek jest nieśmiały i podskakuje z radości, kiedy wygra mecz tenisowy. Tereska jest kokietką i pamięta wszystko, nawet datę zrzucenia bomby na Hiroszimę. Andrzej jest duszą towarzystwa, a w wolnych chwilach czyta Szekspira. Ala jest pewna siebie i od dwóch lat mówi o sobie "jestem kobietą".

Teresa Trudzik skończyła 27 lat, ale wszyscy wciąż nazywają ją pieszczotliwie Tereską. Bo dużo mówi, często się uśmiecha i wszędzie jej pełno. Mimo że w adaptacji "Oskara i pani Róży" ma na imię Brigitte, tak naprawdę gra w sztuce siebie. Kokietkę i przylepkę.
- To nasza maskotka. Bywa tu codziennie, zna każdy kąt. Jest moim notesem: przypomina mi o spotkaniach i próbach. Ma lepszą pamięć ode mnie - mówi Renata Jasińska, szefowa teatru przy ul. Menniczej i reżyserka większości wystawianych tam spektakli.

Tereska ma zespół Downa. I talent aktorski. Zawsze chciała grać. Jeszcze sześć lat temu byłoby to niemożliwe. Bo po co komu taka aktorka, która często mdleje.

Tereska: nie mogę żyć bez sztuki

- Kiedy pierwszy raz ją zobaczyłam, weszła do sali prawie przyklejona do ściany, żeby tylko nikt jej nie zauważył. Była strachliwa, chorowita i raz po raz mdlała - wspomina Marta Hajdrych, terapeuta zajęciowy z wrocławskiego Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjnego "Ostoja", do którego Tereska przez kilka lat chodziła na warsztaty teatralne i plastyczne.

Jednak do wielkiego świata ciągnęło ją zawsze. - W wieku pięciu, sześciu lat notorycznie uciekała z domu. Najczęściej policja namierzała ją na dworcu PKP, a potem przyprowadzała na Sępolno, gdzie wtedy mieszkaliśmy - mówi mama aktorki, Danuta Trudzik, dziś emerytka.

Tereska najpierw poszła do jednej ze zwykłych podstawówek. Nie spodobała się gronu pedagogicznemu.
- Nawet dość dobrze sobie radziła, ale pani dyrektor stwierdziła, że przetestuje jej wiadomości z różnych przedmiotów i zorganizuje jej specjalny egzamin. Oczywiście po to, żeby dowieść, że Tereska do niczego się nie nadaje. Postanowiłam więc ją sama stamtąd zabrać - dodaje Danuta Trudzik.

Potem była szkoła specjalna i krawiecka zawodówka. I wciąż niespełnione marzenia o teatrze. - Debiut sceniczny zaliczyłam już w wieku 14 lat. Byłam Małgorzatą w "Iwonie, księżniczce Burgunda" Gombrowicza na scenie Młodzieżowego Domu Kultury na Sępolnie. Jednak uwierzyłam w siebie dopiero dzięki Arce. Dziś nie mogę żyć bez sztuki - zapewnia.

Andrzej: czaruś i jego Queen

Andrzej Kusiak ma porażenie mózgowe, najgorszą koordynację ruchów z całej czwórki i największe z nich problemy z wysławianiem się. Nie może spokojnie usiedzieć na krześle. Cały czas się uśmiecha. Ma powody: niedawno się zakochał. Monika jest opóźniona intelektualnie. Prowadzą niekończące się rozmowy na Skypie i gadu-gadu. Poznali się na warsztatach arteterapii w Ostoi.

- Podarował ostatnio swojej wybrance złotą obrączkę - śmieje się Marta Hajdrych. - Zobaczył, że ja mam taką, więc pomalował srebrny pierścionek złotą farbką do witraży. Trzeba się dobrze przyjrzeć 29-latkowi, żeby zauważyć, że jest upośledzony. - Nie zauważyła też tego straż miejska, która kilka lat temu zatrzymała go, kiedy szedł do szkoły. Wzięli go za narkomana, bo trzęsły mu się ręce - wyjaśnia mama Andrzeja, Halina Kusiak, ekonomistka.

Odkąd zagrał Szlachcica w "Makbecie" Szekspira, zainteresował się sztukami angielskiego dramaturga. Przeczytał już "Hamleta" i "Sen nocy letniej". Czyta też książki Bogusława Wołoszańskiego. I ogląda horrory. Jeśli chodzi o znajomość piosenek grupy Queen, jest nie do pobicia. W wolnych chwilach czaruje koleżanki z teatru.

- Jest duszą towarzystwa. Zadziorny i dowcipny - mówi Renata Jasińska. - Przyznam, że nie od razu zauważyłam jego talent aktorski. Dzisiejsza obecność Andrzeja z nami jest zasługą Alexandre'a Marquezy'ego, francuskiego aktora, który prowadzi ze mną teatr. To on powierzył mu tytułową rolę w "Małym Księciu".

Janek: Najbardziej lubię pomagać

Tak mówi Janek Kot. Ma 38 lat i jest opóźniony intelektualnie. Introwertyk. Nieśmiały i kochliwy. Rzadko pokazuje uczucia. Jeśli mu się coś spodoba, lekko się pod nosem uśmiechnie. Chyba że jest na scenie. Wtedy jest emocjonalny jak jego Pierre w "Kuglarzach Pana Boga".

- Janek zawsze miał w życiu pod górkę. Jego mama też jest niepełnosprawna umysłowo. Przez długi czas to on się nią opiekował. Teraz mieszkają w Domu Pomocy Społecznej przy ul. Rędzińskiej. Tam mają spokój, więc i Janek jest mniej nerwowy - tłumaczy Aneta Guettner, jego psycholog.

I może spokojnie pomagać. Bo najbardziej lubi być przydatny. Kiedy zauważył, że w teatrze zepsuła się szafka, zaraz ją wyremontował, a kiedy usłyszał, że nie ma drukarki, wytrzasnął skądś nową.
- On się czuje odpowiedzialny za to miejsce. Nie oczekuje niczego w zamian, jest jednym z najbardziej bezinteresownych ludzi, jakich znam - opowiada Alexandre Marquezy.

Janek lubi sport. Świetnie biega, gra w nogę i tenisa stołowego. Kiedyś ruszał się więcej, dziś ma mniej czasu, bo prawie codziennie jest w teatrze.

Alicja: multitalent z makijażem

Alicja Idasiak ma 23 lata. Wie, że jest zdolna. Pewności siebie mogłaby jej pozazdrościć niejedna zakompleksiona modelka.
- Jestem strasznie dumna, że mogę grać w teatrze. Ale to dopiero początek. Planuję być też wokalistką i pisarką. Napisałam już cztery rozdziały opowiadania inspirowanego serią o Harrym Potterze - mówi z pasją

Jest niepełnosprawna intelektualnie. Ma delikatny makijaż i zadbane, pomalowane bezbarwnym lakierem paznokcie. Kobietą czuje się dopiero od dwóch lat, ale to nie tylko dzięki chłopakowi, którego poznała w teatrze i o którym woli nie opowiadać.
- Kiedy do nas przyszła, powtarzała, że jest dzieckiem, bo tak zwraca się do niej mama. Przekonałam ją, że już od dawna tak nie jest. Teraz, kiedy zdarzy mi się nazwać ją "moje dziecko", obrusza się i mówi: - Renata, ja nie jestem dzieckiem - śmieje się szefowa wrocławskiego teatru.

Tereska, Janek i Andrzej po raz pierwszy pojawili się na scenie Teatru Arka cztery lata temu w "Kuglarzach Pana Boga". Alicja zadebiutowała trochę później w roli ptaka w "Dziadach". Dziś wszyscy mają na swoim koncie występy w kilku spektaklach. Niedługo zagrają w "Śnie nocy letniej", bo to właśnie do tego spektaklu trwają w teatrze próby.

Niepełnosprawni aktorzy zajęli też w zeszłym roku I miejsce ze spektaklem "Kochana rodzina" w Ogólnopolskim Festiwalu Teatralno-Muzycznym Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie "Albertiana", który odbywa się we Wrocławiu.
- Z ich wrażliwości i autentyczności korzysta cały nasz zespół. Zawodowi aktorzy mogą tych cech się od nich uczyć - podkreśla Renata Jasińska, która jest reżyserką większości spektakli.

Bo wszyscy aktorzy to jedna rodzina

Ale niepełnosprawni nie tylko grają. Są zatrudnieni w teatrze jako asystenci szefowej teatru. W praktyce wygląda to tak, że pomagają we wszystkim, w czym mogą. Także przy warsztatach arteterapii (leczenie osób niepełnosprawnych umysłowo poprzez zajęcia teatralne, obcowanie ze sztuką), które są organizowane przy Stowarzyszeniu Teatru Arka. W wakacje zagrali z "Makbetem" na Międzynarodowym Festiwalu Szekspirowskim w Trójmieście.

Gdzie sztuka pogna ich teraz? Jak mówi założycielka Arki: - Nasz następny krok to słynny festiwal teatralny w Edynburgu. I nie ma powodów, żeby jej nie wierzyć. Sztuka przecież nie zna granic.

Gazeta Wrocławska Marta Wróbel
06.03.2009