Dyrektor Teatru Arka Renata Jasińska

Dziady, Teatr dla Was

Fundacja Artystów Niepełnosprawnych i Pełnosprawnych JESTEŚ MY

Dziady, Teatr dla Was

Misterium czyśćcowych dusz

Alternatywny poniekąd Teatr Arka stworzył spektakl oparty na typowo klasycznym dramacie Mickiewicza, Dziady cz. II, dla wszystkich tych, jak mówi reżyser Renata Jasińska, dla których ważne są "dziwy w niebie i na ziemi, o których się nie śniło filozofom"


Na chwilę przez rozpoczęciem spektaklu poproszono mnie o wypełnienie ankiety. Ktoś usłużny podał mi długopis widząc, że drapie się kartką po szyi. Co można napisać o teatrze, którego działania dopiero co będzie się miało okazję zobaczyć...Spośród wymienionych do zaznaczenia cech wybieram nieprzewidywalny...i chylący się ku upadkowi, to drugie na wszelki wypadek... Zaznaczam natężenie wyśrodkowane między 1 a 3, tak jest najbezpieczniej.

Pytają też o pomieszczenie, w którym się właśnie znalazłam. Chcą skojarzeń pierwszych lepszych. Piszę, że dość niespodziewane, ale jednocześnie dające sporo możliwości.

Otóż znajdujemy się w kaplicy, jak w dramacie tym być powinno. Wymalowany krucyfiks, na nim postać Jezusa z plastelinowym uśmiechem, jak tłumaczą twórcy "Dziadów", inspirowane twórczością bliżej nieznanego mi Alaina Gaudeberta, artysty malarza zapewne . Na płachtach wymalowane wypukłe maski. W centrum stoi ołtarz, a pod nim gliniane naczynia. Od razu widzę, że zadanie będzie trudne. Trudne, bo porywając się na dzieło tak wybitne i co nie pozostaje bez znaczenia romantyczne, nie sposób uniknąć pewnej konwencji, przerysowania, śmieszności. Boję się tego, ale decyduję się ponieść ryzyko.

W prologu pojawia się Ewa (późniejsza Zuzia) w kwietno- łąkowym monologu, wśród ochów i achów , w piszczących i wstrzymywanych przez powietrze kwestiach zapowiada sedno, na które wszyscy czekamy. Za chwilę jest już klęczący pod ołtarzem Guślarz, wodzirej zdarzenia. Niczym indiański szaman na płóciennej szacie ma zawieszone malutkie, wykrzywione czaszki. Reszta uczestników w podobnej stylizacji. Na środku sugestywna trumna. To cała oprawa potrzebna do przeprowadzenia operacji Dziadów. Nie wiemy nic o ludziach, którzy przyszli do kaplicy. Ot, zwykli miejscowi wieśniacy. Nikt nie gra jednej roli, każdy jest za chwilę kimś innym. Pozostają anonimowi do czasu, gdy każdy z przybyłych w potrzebie duchów, wybiera sobie któregoś z nich na medium. I jest niemal jak podczas egzorcyzmów. Zły duch trawi i pali ciało mediatora, wyrzuca z ciebie grzechy, mówi zmutowanym, demonicznym głosem. Józio i Rózia to jedynie płócienne lalki ze słomianym włosiem, przypominające voo doo. Ich niepokojące kwestie przedostają się przez usta ciężarnej kobiety (nie wiadomo czy to rzeczywisty, aktualny stan aktorki, co jest jeszcze bardziej niepokojące). Najstraszniejszy Pan, odmawiający swemu ptactwu jedzenia, zawładnął ciałem któregoś ze świadków obrzędu. Krzyczy jak opętany, bo rzeczywiście jest, przewraca oczami i nadyma usta. Za każdym razem, gdy kolejny z duchów opuszcza kaplicę, publika reaguje cichym pojękiwaniem, wstrzymywanym oddechem, tudzież przeraźliwym krzykiem. Zebrani tulą się do siebie, by szeptać, odwołujące działanie złych mocy, mantry. Są bardzo blisko widowni, nie wiadomo, kto jest bardziej przerażony. Oni swoją historią, czy my ich w niej obecnością. Na koniec występ Zuzi, która nie jest już cnotliwą panną z zielonym badylkiem i bieżącym przed nią barankiem. To żądna wrażeń, wyuzdana femme fatale, która swym naprężonym udem wabi zebranych w kaplicy wieśniaków. Pod jej wpływem uczestnicy dzielą się na krąg kobiecych i męskich uciech. Jednym epicentrum jest Zuzia, drugim jeden z wieśniaków, którego "biorą w obroty" przepełnione widowiskowym pożądaniem kobiety. Ta ostatnia scena jest niezwykle mocna. Na granicy emocjonalnego obnażenia. Doświadczamy silnej namiętności i ludzkich pragnień. Z konstrukcyjnego punktu widzenia to spektakl bardzo nierówny. Obok oczywistych i mocnych skojarzeniowo momentów, są też w przedstawieniu Arki sekwencje zbudowane na bazie taniego, przebrzmiałego już mistycyzmu. Elementy scenografii bywają dobrze ograne. Jak chociażby wspomniana trumna, która bywa na przemian, raz lożą szyderców, to znów estradą dla demonicznego występu Zuzi. To dość czytelna intencja rozgrywanych scen.

Nie da się jednak nie odczuć pewnej nadmiernej, groteskowej dramatyzacji. Momentami przekraczana bywa niewidzialna granica autentyczności, po której można już tylko nadgrywać. Niewykorzystane, a przez to nieuzasadnione pauzy, pozbawiają całość tak potrzebnej w każdym spektaklu dynamiki. Nie do zaakceptowania jest też ekspresja aktorów, sprowadzająca się momentami do irytującego drżenia w głosie i posapywania. Jednakże widać w tym jakąś metodę. Twórcy spektaklu nawet przez chwilę nie usiłują uwspółcześniać inscenizowanych zdarzeń, wprowadzać udziwnionych konwencji. Jest czyste zachowanie wielkości gatunku dzieła, z którym przyszło im się zmierzyć.

Podobno w teatrze jest tak, że spektakl można uznać za udany, kiedy aktorzy wychodzą z niego spoceni. I jeśliby przyjąć tę zasadę, z całą odpowiedzialnością powiedzieć można, że spektakl był udany, a określenie jakoby grupa miała chylić się ku upadkowi, postanowiłam skreślić.

Emilia Boguszewska
13.12.2006
źródło: www.teatr.dlawas.com