Dyrektor Teatru Arka Renata Jasińska

Świątynia, Dziennik Teatralny

Fundacja Artystów Niepełnosprawnych i Pełnosprawnych JESTEŚ MY

Świątynia, Dziennik Teatralny

Umieranie w słowie

Umrzeć to nie móc nic powiedzieć. Tylko Słowo ratuje przed śmiercią, przed zapomnieniem, krzywdą i niesprawiedliwością. Spektakl "Świątynia. Dybuk - legendy żydowskie" Teatru Arka to przejmująca refleksja nad losem narodu Księgi. Mimo swojej powagi i podniosłości tematu daleki jest od pompatycznego i bezosobowego rozpamiętywania tragedii. Przeprowadza ogląd indywidualnych losów, boleśnie wydobywając je z mroków historii.

Autorki scenariusza - Jarosława Makus i Renata Jasińska (reżyser przedstawienia) czerpały inspirację z tekstów literackich i faktograficznych, m.in. dramatu "Dybuk. Na pograniczu dwóch światów" Szymona An-skiego (własc. Szlojme Zajnwil Rapaport), Księgi Zohar, głośnych książek Jana Tomasza Grossa ("Strach" i "Sąsiedzi") i Anny Bikont ("My z Jedwabnego"). Kompozycja różnorodnych tekstów służy ukazaniu korzeni kultury żydowskiej w zestawieniu z wizjami Holokaustu i pogromów w Jedwabnem czy Kielcach. U podstaw działań bohaterów spektaklu (ubranych w obozowe pasiaki) leży jednak przede wszystkim umiłowanie słów Tory. Postacie kryją się pod płachtami pokrytymi rzędami liter (w pierwszej scenie przedstawienia niejako rodzą się, wyłaniają spod stosów pokrytego świętym tekstem papieru). Księga Prawa stanowi dla nich jedyną pociechę i ratunek w świecie pełnym obojętności i okrucieństwa. Żydzi zawieszeni między światem żywych i umarłych opowiadają o swojej śmierci, śpiewają pieśni i psalmy.

Bohaterowie otwarcie opowiadają o swoich krzywdach, rozdrapują stare rany. Z rozpaczą odwołują się do świata pozbawionego sumienia; mówią o swoim wyalienowaniu, inności. Nie oskarżają, lecz docierają do źródła prawdy. Wrogiem okazuje się tu bowiem nie tylko nazista (szczególnie wyraziście rysuje się postać doktora Mengele, który w imię nauki zabija "ludzkie króliki" - bardzo dobra rola Klaudii Lewandowskiej), ale i nienawidzący inności sąsiad (w przerażającej rozmowie z Jedwabnego grana przez Agatę Obłąkowską-Woubishet Sara rozpacza: "zabili nas znajomi"). Spektakl uobecnia ważki problem polskiego antysemityzmu, żywo obecny w publicznej dyskusji (choćby za sprawą dramatu T.Słobodzianka "Nasza klasa"). Indywidualne ludzkie losy jawią się widzowi w rozmowach bohaterów, których emocjonalna temperatura sięga zenitu (jak dyskusja Rabiego z Michaelem o utracie duchowego autorytetu, o bezradności wobec zła). Postacie miotają się między rozpaczą a pragnieniem wolności, co prowadzi do szaleństwa i zagubienia na granicy światów.

Na tle zbiorowej tragedii dyskretnie snuje się opowieść o miłości Chanana (Alexandre Marquezy) i Lei (Beata Lech). Dramat kochanków rozdzielonych przez śmierć również zakorzeniony jest w słowach Księgi: Lea, bezskutecznie poszukująca ukochanego, staje się lamentującą Oblubienicą z Pieśni nad Pieśniami. Rozłąka bohaterów i nieśmiertelność ich tęsknoty najpełniej uwydatnia przepaść między krainami życia i umierania. Lea, otoczona zaklętym kręgiem kostek mydła (które symbolizują zamordowanych członków jej rodziny), poszukuje drogi na drugą stronę. Zadaje przy tym istotne pytania o sens cierpienia, dramatycznie wołając: "Boże, uśmiechnij się!". Jej miłość nie staje się źródłem ocalenia, lecz zrozumienia.

Przedstawienie składa się z ciągu scen, przeplatanych pieśniami. Przejścia między scenami okazują się niezwykle płynne dzięki wykorzystaniu technik teatru ruchu i pantomimy (m.in. falujące wnoszenie czarnych worków z ciałami ofiar) oraz kompozycji muzycznej Jacka Zameckiego. Całość akcji rozgrywa się blisko widza, pośrodku widowni. Aktorzy niemal ocierają się o widzów, pogłębiając tym samym ich świadomość uczestnictwa w kreowaniu świata Słowa i pamięci. Uważne śledzenie przebiegu spektaklu wymaga zatem wielkiej psychicznej i emocjonalnej dojrzałości. Znakomicie odtwarzający swoje role aktorzy nie pozwalają na chwilę uczuciowego wytchnienia; grają na najwyższej nucie od początku do końca.

Poruszanie tematu żydowskiego jest niezwykle ryzykowne. Łatwo popaść w lamentacje lub - przeciwnie - przesadną wzniosłość. Łatwo o jednostronne oceny i wylewanie żali. "Świątynia" Arki stanowczo unika jednoznaczności i martyrologicznego podejścia. Jest spektaklem rozegranym na emocjach żywo obecnych na scenie. Idąc tropem Hanny Arendt mówi o banalności zła - a przez to porusza do głębi.

Karolina Augustyniak
Dziennik Teatralny Wrocław
07 lutego 2011